Być nikim, ale sobą, w świecie, który robi wszystko, co w jego mocy, dniami i nocami, by zrobić z ciebie przeciętniaka, oznacza walkę w najcięższej bitwie, w jakiej dane było walczyć ludzkości i która nigdy się nie skończy.
Edward Estlin Cummings
Taaak, zdecydowanie za długo mnie nie było. Nawet nie wiem, kiedy blox.pl zmienił image na taki jakiś jaśniejszy i radośniejszy. A byłam przez dość długi czas poza zasięgiem sieci www, zresztą komórkowej również. Cóż, praktyki. Prawie jak praca, ale prawie robi różnicę. W zasadzie to było nawet przyjemnie. Oderwałam się od rzeczywistości i... wypoczęłam. Tak, wypoczęłam. Co poza tym? Chyba wszystko po staremu. Dom, uczelnia, M., przyjaciele, znajomi, wyjścia tu i tam. A jeśli nie wyjścia, to miłe wieczory z dobrym filmem i piwem/winem. Mam wrażenie, albo inaczej, jestem pewna, że tak smakuje moje szczęście. Że nie potrzebuję do życia uczuć tylko zimnych albo tylko gorących, że te pośrednie też są dobre. Że mój świat nie musi trząść się w posadach, żeby było interesująco.
Zapadłam się w czasoprzestrzeni jego ramion. Ramion, które dają mi schronienie i pozwalają czuć się bezpieczną (conajmniej jakbym codziennie stała przed nowym szeregiem wyzwań i zagrożeń, a przecież z racji wakacji lenię się niemiłosiernie). Zakochałam się, nie ma co ukrywać. Uwielbiam być przy nim, uwielbiam, kiedy sam z siebie położy swoją głowę na moich plecach/ piersiach/ brzuchu. Poza tym, jak zresztą widać, jestem strasznie, obrzydliwie monotematyczna, a wakacje mijają swoim dziwnym, nocnym tempem. Mam nadzieję, że mimo wszystko uda mi się wyrwać z miasta choć na parę chwil, żeby móc odetchnąć innym światem. Zresztą, innym światem pooddycham sobie w czasie praktyk, a jakże, które oczywiście wybrałam sobie na kompletnym zadupiu, dzięki czemu odetnę się na amen od techniki, bo ani zasięgu, ani Internetu nie będę posiadała. Ale są i plusy tej sytuacji- przez cały czas mojego praktykowania będę miała auto, a to oznacza, że nabiorę wprawy za kólkiem. No i przede wszystkim- na zadupiu utknę razem z Przymykającą ;).
Szalony miesiąc. Szalone dwa tygodnie od moich urodzin. To już dwa tygodnie? Radość. Uśmiech. Oczy, usta, dłonie. Świat mi zwariował, ja zwariowałam, zwariowałam do reszty. Dzięki temu mogłam powiedzieć, to co mógł usłyszeć. Nie, nie użyłam żadnego z tych słów, których zazwyczaj się używa. "Dobrze mi tu z Tobą.". Nie, nie definiuję, nie chcę, nie mogę jeszcze zdefiniować tego, co mam w środku. Mętlik. Kiedy tak na mnie patrzy, kiedy leżę obok- szczęście? Chyba tak. A przecież tuż po majówce usłyszałam "Wiesz, że to nie wyjdzie? Przecież jest zajęty.". I wtedy, wtedy wiedziałam, a może raczej wierzyłam, że jednak będzie inaczej. Miałam rację. Przypomniało mi się to wczoraj, kiedy mnie objął. Tymczasem Pezet z głośnika: "Tak mało znaczy wszystko inne.". I ma chłopak rację.
W dniu Twoich urodzin, tych, które zapewniają Ci już wejście do wszystkich klubów we wszystkich krajach na świecie i do tego najbardziej znanego w Polsce, na Wiejskiej w Warszawie ;), chcę życzyć Ci:
Bezcenne są miny ludzi, kiedy na zadane pytanie "Co u Ciebie?" odpowiada się z szerokim uśmiechem "Zajebiście!". Polski naród już chyba taki jest, że musi ponarzekać, pomarudzić i pobiadolić, więc jeśli ktoś jest zadowolony ze swojego życia, to musi być ewidentnie na silnych środkach odurzających. Szczerze- nie rozumiem dlaczego tak jest. Nie wiem dlaczego trzeba się pożalić jak to nam źle i w ogóle fe, zamiast zastanowić się co miłego nas spotyka. Czasem wystarczy przecież słoneczny dzień czy uśmiech obcej/ bliskiej osoby, żeby poczuć się lepiej. A może to po prostu ja utknęłam w jakiejś alternatywnej czasoprzestrzeni? Bo ostatnimi dniami jest świetnie, cudownie i ach!, i aż nie chce mi się wracać na ziemię ;).